---
Lepszy gong Nowego Roku,
Niż drewniana drzazga w oku...
Lepszy CD-ek jest w Sylwestra,
Niż jak zmyli rytm orkiestra.
Lepsza spacja jest w "Do Siego",
Niźli Pac i pałac jego.
Lepsze fajer, panie, werki,
Niż bez palców wsiąść do Erki.
Lepszy bal jest sylwestrowy,
Niż od Ruska słyszeć "Szto wy?!".
Lepszy Sylwek i Melania,
Niż bym w snach nie widział pań ja.
(31.12.2007)
poniedziałek, 31 grudnia 2007
niedziela, 30 grudnia 2007
Limeryk
Jan (geodeta), gdy pierdoli,
Pod ręką trzyma teodolit.
A ja będę tu szczery:
To wzgórek Wenery
Taki ogrom mu sprawia niedoli.
(12.09.2004)
Pod ręką trzyma teodolit.
A ja będę tu szczery:
To wzgórek Wenery
Taki ogrom mu sprawia niedoli.
(12.09.2004)
sobota, 29 grudnia 2007
Lepieje weselne
Lepiej dzisiaj się ochajtać, niźli stracić terabajta.
Lepiej mieć rocznicę ślubu, niż po gębie łubudubu.
Lepiej spisać intercyzę, niźli wdepnąć w sośną pyzę.
Lepszy ślub jest kontraktowy, niźli ciągłe bóle głowy.
Lepiej przyjąć ślub kościelny, niźli pędzić byt oddzielny.
Lepszy wszak jest ślub cywilny, niż żołądka rozstrój silny.
Lepiej zgubić gdzieś obrączki, niż ropuchę wziąć do rączki.
Lepiej zmienić stan cywilny, niż mieć w zębie proces gnilny.
Lepiej zmienić swe nazwisko, niż na giełdzie stracić wszystko.
Lepiej ślubem wszcząć rodzinę, niż w piechotną wdepnąć minę.
Lepiej iść do ślubu z brzuchem, niż wciąż drapać się za uchem.
Lepiej dostać kopertówki, niż od szwagra mocno z główki.
Lepiej kwiatów znosić woń, niż się w szamba rzucić toń.
Lepiej spić się na weselu, niż w przydrożnym spać motelu.
Lepiej się pokłócić z szwagrem, niż od teścia dostać wiadrem.
Lepsza podła jest szwagierka, niż robaków moc w węgierkach.
Lepiej znieść jest to i owo, niż pokłócić się z teściową.
Lepiej mieć przykrego teścia, niźli długu sto dwadzieścia.
Lepszy związek jest hetero, niż teściowa, co wciąż gdero.
Lepiej oczko mieć w pończosze, niż w prezencie dostać grosze.
Lepiej spocić się w rajstopach, niż od szwagra dostać kopa.
Lepiej męczyć się w surducie, niż przed ślubem w Polskę uciec.
Lepsze są pijące buty, niż pijący teść i struty.
Lepiej przyjąć wszak gotówkę, niźli talon na lodówkę.
Lepiej jak się skończy wódka, niż jak suknia jest za krótka.
Lepiej z teściem dziś zatańczyć, niż zjeść zgniłych pomarańczy.
Lepszy jest z teściową walczyk, niż obłudny Portugalczyk*.
Lepsze małe mieć rozdarcie, niż noc całą stać na warcie.
Lepiej odcisk mieć na palcu, niźli kroki zmylić w walcu.
Lepszy senny jest wodzirej, niźli mieć za żonę zdzirę.
Lepsza ciepła w barze wódka, niż śmierdząca wciąż wygódka.
Lepiej się wyrzygać w tańcu, niż mieć imiennika w Dańcu.
Lepiej złamać dziś obcasy, niż się z Marksem bawić w klasy.
Lepiej wypić zimny barszczyk, niż przedwcześnie się pomarszczyć.
Lepiej nabić se siniaka, niźli stonkę mieć w ziemniakach.
Lepiej pozbyć się musznika, niż w wychodku kuchtę bzykać.
Lepszy do koszuli musznik, niźli w sercu mieć rozrusznik.
Lepiej w dzień ten spaść ze schodów, niż z gronkowcem spożyć lodów.
Lepsza na weselu Freude, niźli walka z hemoroidem.
Lepiej paść jest po północy, niż w wychodku się umoczyć.
Lepiej gorzko na weselu, niźli potem szwagrów wielu.
Lepiej wypić nieco piwa, niźli bliźnich obgadywać.
Lepsza jest weselna gala, niż zbyt często się wydalać.
Lepsza mysza w ślubnym torcie, niż przygodny tenis w porcie.
Lepiej stracić manicure, niż ze szwagrem iść na górę.
Lepiej dostać czkawki w taxi, niż nazajutrz kaca maxi.
Lepszy przecież słaby drinek, niźli pociąg do dziewczynek.
Lepiej wypić zero siedem, niż na "Czy chcesz?" odrzec "Nie wiem".
Lepsza na weselu szopka, niż ślizgawka przy wychodkach.
Lepiej album mieć i zdjęcia, niż niepijącego zięcia.
Lepsza ślubna jest obrączka, niźli kiła, bądź rzeżączka.
Lepiej się pogubić w menu, niż jak się zafajda Heniu.
Lepiej żonie dać całusa, niż mieć krawat cały w fusach.
Lepiej wodę pić brzozową, niż nieznośną mieć synową
Lepiej być w urzędzie stanu, niźli w klubie dla gej-panów.
Lepiej mieć na oku męża, niż w wychodku się natężać.
* Osculati
(14.08.2004)
Lepiej mieć rocznicę ślubu, niż po gębie łubudubu.
Lepiej spisać intercyzę, niźli wdepnąć w sośną pyzę.
Lepszy ślub jest kontraktowy, niźli ciągłe bóle głowy.
Lepiej przyjąć ślub kościelny, niźli pędzić byt oddzielny.
Lepszy wszak jest ślub cywilny, niż żołądka rozstrój silny.
Lepiej zgubić gdzieś obrączki, niż ropuchę wziąć do rączki.
Lepiej zmienić stan cywilny, niż mieć w zębie proces gnilny.
Lepiej zmienić swe nazwisko, niż na giełdzie stracić wszystko.
Lepiej ślubem wszcząć rodzinę, niż w piechotną wdepnąć minę.
Lepiej iść do ślubu z brzuchem, niż wciąż drapać się za uchem.
Lepiej dostać kopertówki, niż od szwagra mocno z główki.
Lepiej kwiatów znosić woń, niż się w szamba rzucić toń.
Lepiej spić się na weselu, niż w przydrożnym spać motelu.
Lepiej się pokłócić z szwagrem, niż od teścia dostać wiadrem.
Lepsza podła jest szwagierka, niż robaków moc w węgierkach.
Lepiej znieść jest to i owo, niż pokłócić się z teściową.
Lepiej mieć przykrego teścia, niźli długu sto dwadzieścia.
Lepszy związek jest hetero, niż teściowa, co wciąż gdero.
Lepiej oczko mieć w pończosze, niż w prezencie dostać grosze.
Lepiej spocić się w rajstopach, niż od szwagra dostać kopa.
Lepiej męczyć się w surducie, niż przed ślubem w Polskę uciec.
Lepsze są pijące buty, niż pijący teść i struty.
Lepiej przyjąć wszak gotówkę, niźli talon na lodówkę.
Lepiej jak się skończy wódka, niż jak suknia jest za krótka.
Lepiej z teściem dziś zatańczyć, niż zjeść zgniłych pomarańczy.
Lepszy jest z teściową walczyk, niż obłudny Portugalczyk*.
Lepsze małe mieć rozdarcie, niż noc całą stać na warcie.
Lepiej odcisk mieć na palcu, niźli kroki zmylić w walcu.
Lepszy senny jest wodzirej, niźli mieć za żonę zdzirę.
Lepsza ciepła w barze wódka, niż śmierdząca wciąż wygódka.
Lepiej się wyrzygać w tańcu, niż mieć imiennika w Dańcu.
Lepiej złamać dziś obcasy, niż się z Marksem bawić w klasy.
Lepiej wypić zimny barszczyk, niż przedwcześnie się pomarszczyć.
Lepiej nabić se siniaka, niźli stonkę mieć w ziemniakach.
Lepiej pozbyć się musznika, niż w wychodku kuchtę bzykać.
Lepszy do koszuli musznik, niźli w sercu mieć rozrusznik.
Lepiej w dzień ten spaść ze schodów, niż z gronkowcem spożyć lodów.
Lepsza na weselu Freude, niźli walka z hemoroidem.
Lepiej paść jest po północy, niż w wychodku się umoczyć.
Lepiej gorzko na weselu, niźli potem szwagrów wielu.
Lepiej wypić nieco piwa, niźli bliźnich obgadywać.
Lepsza jest weselna gala, niż zbyt często się wydalać.
Lepsza mysza w ślubnym torcie, niż przygodny tenis w porcie.
Lepiej stracić manicure, niż ze szwagrem iść na górę.
Lepiej dostać czkawki w taxi, niż nazajutrz kaca maxi.
Lepszy przecież słaby drinek, niźli pociąg do dziewczynek.
Lepiej wypić zero siedem, niż na "Czy chcesz?" odrzec "Nie wiem".
Lepsza na weselu szopka, niż ślizgawka przy wychodkach.
Lepiej album mieć i zdjęcia, niż niepijącego zięcia.
Lepsza ślubna jest obrączka, niźli kiła, bądź rzeżączka.
Lepiej się pogubić w menu, niż jak się zafajda Heniu.
Lepiej żonie dać całusa, niż mieć krawat cały w fusach.
Lepiej wodę pić brzozową, niż nieznośną mieć synową
Lepiej być w urzędzie stanu, niźli w klubie dla gej-panów.
Lepiej mieć na oku męża, niż w wychodku się natężać.
* Osculati
(14.08.2004)
piątek, 28 grudnia 2007
Lepienie skrzydeł
---
Mlecznobiała cisza
zawisa lekko
nad ogniskami
małych płomyków syczących
wśród suchego siana
Potem kołysząc się
powolutku
zaskoczona i niedowierzająca
płynie unoszona ciepłym
oddechem zmęczonych pól
Wsnuwa się chyłkiem
w znieruchomiałe silniki maszyn
Zstępuje nieśpiesznie
po grzbiecie zmierzchu
moszcząc się na noc
w coraz mroczniejszych
niszach łąk
I zasypia
(17.09.1975)
Mlecznobiała cisza
zawisa lekko
nad ogniskami
małych płomyków syczących
wśród suchego siana
Potem kołysząc się
powolutku
zaskoczona i niedowierzająca
płynie unoszona ciepłym
oddechem zmęczonych pól
Wsnuwa się chyłkiem
w znieruchomiałe silniki maszyn
Zstępuje nieśpiesznie
po grzbiecie zmierzchu
moszcząc się na noc
w coraz mroczniejszych
niszach łąk
I zasypia
(17.09.1975)
środa, 26 grudnia 2007
Nawrócenie
---
Widziałem las
w oczekiwaniu wiatru
który spłynie po szorstkich pniach
i podmyje kopiaste
legowiska mrówek
las
w oczekiwaniu deszczu
który zawieje strachliwymi
koniuszkami gałęzi
i dmuchnie w twarze liściom
czyniąc w nich poruszenie
Widziałem las
nieruchomy
w oczekiwaniu oddechu
(17.09.1974)
Widziałem las
w oczekiwaniu wiatru
który spłynie po szorstkich pniach
i podmyje kopiaste
legowiska mrówek
las
w oczekiwaniu deszczu
który zawieje strachliwymi
koniuszkami gałęzi
i dmuchnie w twarze liściom
czyniąc w nich poruszenie
Widziałem las
nieruchomy
w oczekiwaniu oddechu
(17.09.1974)
piątek, 21 grudnia 2007
Czekając na Gwiazdora
-
U sąsiada dzyń-dzyń-dzyń.
Czy to Gwiazdor wypadł z syń*?
Czy ta gwiazdka wzeszła już?
Wyglądam jej co i rusz...
Biały obrus, karp i mak --
Zawsze w Święta bywa tak.
Pod choinką miejsca dość;
Co przyniesie Gwiezdny Gość?
Stłukłam bombkę, co za pech!
To niechcący, to nie grzech.
Nie ma śniegu... szkoda, bo
Śnieżna Gwiazdka to jest to.
Znów naprzeciw dryń, dryń, dryń...
Mnie, Gwiazdorku, nie omiń!
"Hej kolęda!", płynie śpiew,
Że aż ptaki spadły z drzew.
Na pianinie świece dwie,
Nuty, stroik, grać się chce.
Czy to dwa millenia aż
Świat ku Niemu zwraca twarz?
Dobra Boziu, proszę ja,
Basia Chrobot (Zwycięstwa
Osiem przez trzydzieści sześć) --
Spuść Gwiazdorka, chcę już jeść!
* Powinno być 'sań', ale nie chciało mi się zrymować.
U sąsiada dzyń-dzyń-dzyń.
Czy to Gwiazdor wypadł z syń*?
Czy ta gwiazdka wzeszła już?
Wyglądam jej co i rusz...
Biały obrus, karp i mak --
Zawsze w Święta bywa tak.
Pod choinką miejsca dość;
Co przyniesie Gwiezdny Gość?
Stłukłam bombkę, co za pech!
To niechcący, to nie grzech.
Nie ma śniegu... szkoda, bo
Śnieżna Gwiazdka to jest to.
Znów naprzeciw dryń, dryń, dryń...
Mnie, Gwiazdorku, nie omiń!
"Hej kolęda!", płynie śpiew,
Że aż ptaki spadły z drzew.
Na pianinie świece dwie,
Nuty, stroik, grać się chce.
Czy to dwa millenia aż
Świat ku Niemu zwraca twarz?
Dobra Boziu, proszę ja,
Basia Chrobot (Zwycięstwa
Osiem przez trzydzieści sześć) --
Spuść Gwiazdorka, chcę już jeść!
* Powinno być 'sań', ale nie chciało mi się zrymować.
czwartek, 20 grudnia 2007
Żółta ciżemka
Wszak wosk nie paruje
Kolumny wznoszą się tylko
ku architrawom
A za ołtarze wpadają czasem
żółte ciżemki
Stuła zwisa spokojnie
na gwoździu wbitym
w spróchniałą ścianę
konfesjonału
Ławki zawsze skrzypią
W kąt przy zakrystii wciśnięta
wezwonna kadzielnica
I nawet krzyż
jest tylko sprzętem
istniejącym
nie
trans
cen
den
talnie
(21.08.1977)
Kolumny wznoszą się tylko
ku architrawom
A za ołtarze wpadają czasem
żółte ciżemki
Stuła zwisa spokojnie
na gwoździu wbitym
w spróchniałą ścianę
konfesjonału
Ławki zawsze skrzypią
W kąt przy zakrystii wciśnięta
wezwonna kadzielnica
I nawet krzyż
jest tylko sprzętem
istniejącym
nie
trans
cen
den
talnie
(21.08.1977)
Subskrybuj:
Posty (Atom)