poniedziałek, 4 sierpnia 2008

Mój pierwszy teść

---
Mój pierwszy teść był fajny gość...
Chociaż w przerębli zmarzłem na kość ;-(

Metr dziewięćdziesiąt z groszkami miał.
Ważył ze kwintal -- chłop był na schwał.

Bez brody-m widział go tylko raz.
Tak raz w dekadzie golił se twarz.

Niby normalny... Choć kilka fiź
Miał (jak każdy). Widzę do dziś:

Mozart, przy którym płynęły łzy,
Samych Giovannich... dwadzieścia trzy.

Rower -- by wszystkim zrobić na złość:
Nie obtrąbili, to nie miał dość!

Fobie: choroba, starość i UKRz*...
Był ateistą... Odpuść mu Bóg'ż.

Wedle zodiaku niby był Byk,
Lecz kochał wodę, jak chyba nikt:

Jachty, jaccuzi, pływanie, nur...
Bezdech klasyczny, zjeżdżanie z rur.

O pracy gadał tyle, co nic...
Niby, że prof. to taki Witz.

Alkohol cenił, lecz nie pił win.
Brał okowitę -- na doła klin.

Jeśli piweńko, to tylko sztronk...
Uwielbiał pierdzieć ("Nie ma, jak bąk!").

Kochał pecety, nie kopcił ćmik,
Gdzieś tam przy kulszach miał mały zmyk.

Mógłbym tak dalej, lecz co to da?
Pierwszego teścia raz się ma.

Więc myślę sobie... nim powiem "cześć":
Jaki też będzie mój drugi teść?

* Utrata Kontaktu z Rzeczywistością

(4.08.2008)

Brak komentarzy: